Krajowe Ramy Panoptyzacji

Więzienie zbudowane na bazie panoptykonu – zdaniem francuskiego socjologa Michela Foucaulta, autora książki „Nadzorować i karać. Narodziny więzienia” – to idealne rozwiązanie dla dyscyplinowania ludzi i sprawowania nad nimi władzy. W centrum tej budowli znajduje się wieża strażnicza, która otoczona jest celami usytuowanymi na kilku piętrach. O ile strażnik może obserwować non-stop każdego więźnia – o tyle żaden z więźniów nie widzi strażnika i nie wie, czy ten znajduje się aktualnie w wieży. W efekcie ciągłej niepewności w zakresie bycia obserwowanym lub nie, więzień zaczyna zachowywać się jak strażnik, kontrolując nieustannie samego siebie przy pomocy więziennych reguł i stosując wobec siebie sankcje. Kto potrafi zarządzać cudzą niepewnością – ten posiada nad nim władzę.

Polski uniwersytet przypomina mi nieco więzienny panoptykon. Moda na włączanie uczelni w neoliberalną logikę gry rynkowej – rozpowszechniona przez proces boloński i adaptację jego założeń przez ostatnie reformy ministerstwa – czyni z akademików samokontrolujących się frustratów, uwikłanych w tyranię momentu. Osiągnięcia naukowe zredukowane zostały do publikacji – publikacje do wymiaru punktowego – punkty z kolei, niczym woda w wino, przemieniają się w pieniądze dla uczelni, a także decydują o ocenie parametrycznej tak całych jednostek naukowych, jak i każdego pracownika naukowego z osobna. W efekcie nasz czas pracy i życia zredukowany został do teraźniejszości: publikuj teraz – lub giń!


Kluczowe dla wzmacniania panoptycznej autodyscypliny w uniwersytecie jest to, że nie wiadomo jaka ilość punktów zadowoli emisariuszy kafkowskiego Zamku - nie wiemy czy nas właśnie obserwują lub kiedy nadejdą; nie wiemy też w jaki sposób nasze działania przełożą się na nasze wynagrodzenie, ewentualną promocję, a co gorsza: karę. Na wszelki wypadek zatem publikujemy na potęgę, ufając ślepo, że to właśnie punkty zaświadczają o jakości pracy naukowej, pozwalają podnosić prestiż uczelni i czynić sprawiedliwe porównania osiągnięć w rankingach. Jednocześnie odsuwamy na plan dalszy kształcenie studentów, życie rodzinne i zdrowie psychiczne: one punktów nie przynoszą, stanowią przeszkodę w naszym rozwoju i dlatego trzeba je zmarginalizować.

Z powodu panoptyzacjj uniwersytetu najbardziej cierpią studenci. Nie dość, że poddani presji publikacji i zbierania grantów akademicy nie mają czasu na stanie się ich mistrzami, to z samych studentów uczyniono strażników-audytorów, którzy w ilościowych ankietach studenckich oceniają pracowników. Opinia studenta to ważna część procesu ewaluacji zajęć – jednak w uniwersytecie panoptycznym stała się siłą wzmacniającą niepewność i niszczącą zaufanie. Podobnie bowiem jak w przypadku ewaluacji „osiągnięć naukowych”, tak i tutaj nie wiadomo jak punktowa opinia audytora przełoży się na kary lub nagrody względem prowadzącego. Nie wiemy też, jak zmierzyć osiągnięcie przez studentów efektów kształcenia, które dzięki Krajowym Ramom Kwalifikacji skopiowaliśmy do naszych sylabusów. Z braku czasu uprawiamy zatem PowerPoint Karaoke i na wszelki wypadek gramy w edukacyjny curling, polerując studentom-kamieniom ich ścieżkę uzyskania dyplomu.

Ze względu na ciągle żywą pamięć o niechlubnych czasach komunizmu i radykalną chęć jej wymazania na rzecz realizacji pięknego snu o wolnym rynku, nasz kraj najintensywniej i najbardziej bezkrytycznie ze wszystkich krajów europejskich wdraża neoliberalne zasady zarządzania organizacjami publicznymi, w tym uniwersytetami. Najwyższy czas jednak, abyśmy dojrzeli do reformy uczelni w myśl modelu demokratycznego, który pozwoliłby na zburzenie panoptykonu i zbudowanie wspólnoty opartej na zaufaniu, szacunku i swobodnej wymiany poglądów, nie poddanej reżimowi audytu i nie ograniczonej do parametrycznego tu i teraz. Za chwilę bowiem może być za późno, a wtedy pracownicy wraz ze studentami sami otworzą więzienne cele.
Trwa ładowanie komentarzy...